Zrujnowany dom i niespełnione marzenie: Crédeville odsłania kulisy swojej frustracji

Nie wszystko w jego życiu potoczyło się tak, jak planował. Dziś rozśmiesza tłumy i jest jednym z rozpoznawalnych nazwisk francuskiej sceny komediowej, ale początki Gérémy’ego Crédeville’a były zupełnie inne. Zanim trafił na scenę, stawiał na sport. Wszystko zmienił jeden moment — przemówienie na ślubie, które niespodziewanie otworzyło mu drzwi do świata humoru.

Po wygraniu konkursu dla młodych komików postawił wszystko na jedną kartę. Decyzja okazała się trafiona. Widzowie szybko go zauważyli, a kolejne występy w programach takich jak „On ne demande qu’à rire”, „Pas de ça entre nous” czy „Vendredi tout est permis” tylko umocniły jego pozycję. Spróbował też sił w aktorstwie, pojawiając się między innymi w telefilmie „Le Nounou”.

Jednak jedna rola wciąż pozostaje dla niego niespełnionym marzeniem. Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o filmie biograficznym o Johnny’m Hallydayu, Crédeville nie krył nadziei. Od lat słyszał, że przypomina młodego rockmana, więc naturalnie liczył, że ktoś go zauważy. Ostatecznie wybór padł na Raphaëla Quenarda, choć aktor później zrezygnował z projektu z powodu napiętego grafiku.

To jednak nie zmieniło faktu, że komik poczuł się pominięty. W rozmowie z Alexandrą Roost w podcaście „Boum Boum” przyznał wprost, że telefonów nie brakowało — ale nie od tych, na które naprawdę czekał. „Od lat słyszałem, że jestem podobny do młodego Johnny’ego. Były projekty, które upadały. A kiedy w końcu coś miało dojść do skutku, wybrano kogoś innego. Dzwonili znajomi, ale nie reżyser ani producent” — powiedział bez ogródek. Dziś patrzy na to spokojniej, choć nie ukrywa rozczarowania. „To nie będę ja. I wygląda na to, że filmu też nie będzie. Trudno, zamknąłem ten rozdział.”

Poza sceną i kamerą jego życie toczy się w zupełnie innym rytmie. Choć kocha swoją pracę, równie silnie związany jest z północą Francji. Lille to dla niego coś więcej niż tylko rodzinne miasto. Nic dziwnego — w 2024 roku znalazło się na trzecim miejscu wśród najbardziej atrakcyjnych dużych metropolii we Francji, ustępując jedynie Tuluzie i Lyonowi.

Mimo to Crédeville nie zdecydował się zamieszkać w samym centrum. Wybrał spokojniejsze Wattignies, kilka kilometrów dalej. Tam stworzył swoje miejsce na ziemi — choć początki były dalekie od ideału. Dom, który kupił w 2021 roku, był w fatalnym stanie. Zamiast gotowego wnętrza dostał praktycznie ruinę.

Nie odstraszyło go to. Wręcz przeciwnie — zobaczył w tym szansę. Chciał urządzić wszystko po swojemu, bez kompromisów. Prace remontowe okazały się jednak dużym wyzwaniem, dlatego skorzystał z pomocy specjalistów zajmujących się renowacją, izolacją i naprawą dachów. Krok po kroku miejsce zaczęło się zmieniać.

Dziś trudno uwierzyć, jak wyglądało wcześniej. Dom przeszedł całkowitą metamorfozę i stał się przestrzenią, w której komik naprawdę czuje się u siebie. To właśnie tam łapie oddech między kolejnymi projektami i występami.

frl.madawik.com